Szymon Marciniak ma szansę prowadzić coraz więcej najważniejszych meczów w klubowej piłce. We wtorek Polak był głównym arbitrem w spotkaniu Realu Madryt z Chelsea w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wywołał jednak sporo kontrowersji, o których ciągle się mówi.

Po regulaminowym czasie gry Chelsea prowadziła z Realem 3:1, co sprawiło, że doszło do dogrywki, ponieważ w pierwszym spotkaniu padł dokładnie taki sam rezultat. Ostatecznie bramkę na wagę awansu do półfinału zdobył Karim Benzema. Obrońca tytułu odpadł już w ćwierćfinale, natomiast Królewscy ciągle mają szansę na triumf w tych prestiżowych rozgrywkach.
Zwykło się twierdzić, że sędzia dobrze wykonuje swoją pracę, jeśli jest niewidoczny. Polak natomiast tak prowadził zawody, że ciągle się mówi o jego decyzjach. Przede wszystkim zwrócono uwagę na trzy werdykty naszego arbitra.
Po regulaminowym czasie gry Chelsea prowadziła z Realem 3:1, co sprawiło, że doszło do dogrywki, ponieważ w pierwszym spotkaniu padł dokładnie taki sam rezultat. Ostatecznie bramkę na wagę awansu do półfinału zdobył Karim Benzema. Obrońca tytułu odpadł już w ćwierćfinale, natomiast Królewscy ciągle mają szansę na triumf w tych prestiżowych rozgrywkach.
Zwykło się twierdzić, że sędzia dobrze wykonuje swoją pracę, jeśli jest niewidoczny. Polak natomiast tak prowadził zawody, że ciągle się mówi o jego decyzjach. Przede wszystkim zwrócono uwagę na trzy werdykty naszego arbitra.
Na początku drugiej połowy Kai Havertz padł na murawę, będąc w polu karnym Realu po starciu z Casemiro. Marciniak nie zdecydował się jednak na podyktowanie jedenastki, tylko wskazał na rzut wolny dla Realu. Następnie Antonio Ruediger zdobył bramkę dla Chelsea na 2:0 po dobrze wykonanym rzucie rożnym. Pavel Fernandez, który jest ekspertem w gazecie „Marca” stwierdził, że ten gol nie powinien w ogóle zostać uznany, ponieważ nie powinno dojść do kornera. Zawodnicy „Królewskich” długo protestowali przed wykonaniem tego stałego fragmentu gry, lecz Polak nie zmienił swojej decyzji.
Nie mówi o sobie chuligan. Łobuz? Już prędzej. — Były solóweczki. Przyznaję, że wyczyściłem mój rocznik i już ustawiałem się ze starszymi rocznikami — mówi Łukasz 'Juras’ Jurkowski. Pokusy pojawiły się bardzo wcześnie. — Przyjeżdżali na trening samochodami, które widziałem tylko w katalogach. Wiedziałem, co robią, czym się zajmują i też miałem takie propozycje – zdradza w rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem. Nie skorzystał. Wybrał sport. Jemu, jak przekonuje, zawdzięcza wszystko. Chociaż dziś sport to dla niego tylko… dodatek do życia.
Źródło: Onet Sport