Najwyższe miejsce 2001: Odysei kosmicznej w niniejszym zestawieniu z jednej strony można potraktować jako wybór mało zaskakujący, z drugiej jednak dowodzi on wciąż niesłabnącej siły oddziaływania arcydzieła Kubricka — filmu, którego istotności, ambicji i wybitności nie da się streścić. To podróż przez dzieje ewolucji człowieka, przechodzącego kolejne stadia przemian: od istoty pierwotnej przez zmechanizowanego robota (przenośnie, bo to ten dosłowny okazuje się bardziej „ludzki”) zamkniętego w technologicznej puszce do trudnego w określeniu bytu przekraczającego standardowo pojmowaną fizyczność. To refleksja nad przemianami „narzędzi”, którymi się posługuje, od początku wykorzystywanymi w celach niekoniecznie zgodnych z idylliczną wiarą w postęp – pamiętne cięcie montażowe kojarzy ze sobą narzędzie zbrodni, kość, ze statkiem kosmicznym, sugerując ciągłość między nimi oraz stwierdzenie, że nieodmiennie służą one do zaspokajania tych najniższych popędów, co zgodne byłoby z programowym dla całej twórczości Kubricka pesymistycznym oglądem ludzkich zwierząt, ocierającym się wręcz o mizantropię. Bo w końcu to przecież również opowieść o duchowej pustce kryjącej się za projektem zwanym „człowiek”. Niezależnie od czasów, rozwijającej się technologii, refleksyjność rodzaju ludzkiego wydaje się pozostawać na niezmiennie niskim poziomie, kolejne zderzenia z Nienazywalnym (tu: Monolitem, mogącym służyć za szeroką metaforę – np. tragedii dziejowych bądź swego rodzaju metafizycznego stróża w rodzaju tego granego przez Artura Barcisia w Dekalogu Kieślowskiego) zastają człowieka w nieprzerwanym stadium początkowym, od którego prawdziwa „ewolucja”, „odyseja” powinna się dopiero rozpocząć. Czy kiedykolwiek tak się stanie? Wiadome jest jedno – Stanley Kubrick w 1968 zabrał kino w odyseję niepowtarzalną, dalece i unikatowo przekraczającą standardowe formy filmowe i tryby myślenia. Dbając o pełnię doznań estetycznych odbiorcy poprzez perfekcjonizm inscenizacji i komponowania kadrów ze słynną jednopunktową perspektywą, wyrafinowanie scenografii i narracji, znakomite, do dziś robiące wrażenie efekty specjalne oraz odpowiednią dawkę psychodelii (w kultowej sekwencji zabierając widzów „poza nieskończoność”), mistrz umożliwił dwuipółgodzinne spotkanie z kinematograficznym absolutem.
Źródło do tekstu:https://pelnasala.pl/top100_polska/
Źródło do zdjęcia:https://pelnasala.pl/top100_polska/
