Miejska symfonia grozy wypełniona nabrzmiewającą pustką, ogłuszająca narastającą ciszą i pogrążająca świat w cieniu nuklearnego fallusa odciska się na duchowej kondycji stołecznych patrycjuszy, krzątających się między starożytnym budynkiem giełdy a kafejkami na Polu Marsowym nie mniej chaotycznie niż stado mrówek walczących z nierówną fakturą kory. Ze świecą szukać tam ludzi trudniących się czymś innym niż …
