Ludzie mają różne hobby. Jedni hodują ptaszniki, inni zbierają pocztówki, a ja, w ramach mojego drugiego hobby, o którym rzadko wspominam, wspieram moją kotkę Lunę w zarządzaniu strukturą mafijną, która aktualnie kontroluje trzy dzielnice w dwóch miastach i rozbudowuje wpływy w Europie Środkowej.
Luna nie miauczy niepotrzebnie. Jej decyzje są szybkie, chłodne, strategiczne. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zdominowała lokalny rynek nielegalnej kocimiętki, przejęła dwie kluczowe trasy dostaw i obaliła większość amatorskich kocich mafii. Jej sieć działa cicho, skutecznie i (jak na razie) bez strat własnych (nie licząc moich podrapanych rąk).
Moja rola w tym wszystkim? Jestem doradcą operacyjnym i koordynatorką kontaktów ze: strażą miejską, weterynarzami, schroniskami. Ogarniam przepływ informacji, logistyki i gotówki. Prowadzę rozmowy, których nikt inny nie chce prowadzić.

Luna przekupuje ludzi powoli, systemowo. Od lat współpracujemy z jednostkami policji (nieoficjalnie). Jeśli patrol zatrzyma kota bez identyfikatora, wie, do kogo dzwonić. Czasem negocjujemy z władzami dzielnic, czasem robimy demonstrację siły – najczęściej zostawiając sześć kotów na dachu samochodu przeciwnika (nasz znak rozpoznawczy).
- Czy to legalne? Nie.
- Czy etyczne? Również nie.
- Czy jest to mega relaksujące? Zdecydownianie tak.
To tylko hobby. Przynajmniej dopóki Luna nie zdecyduje się rozwinąć swóją działalność na resztę świata.
