Niektórzy ludzie przypadkiem trafiają na miłość swojego życia, ja, przypadkiem trafiłam do tajnej organizacji zajmującej się obroną kaktusów. Tropikalna Organizacja Ochrony Kaktusów, czyli TOOK, nie pojawia się w żadnym rejestrze, nie ma biura ani publicznej głównej siedziby, a jej rekrutacje odbywają się zwykle przez błędnie wysłane maile lub niepozorne ogłoszenia typu: „Szukamy kogoś, kto czuje jakby paprocie miały oczy. mile widziane doświadczenie w dzikim terenie lub podstawowa znajomość łaciny roślinnej (z gwarą kaktusową)”
Nawet nie pamiętam kiedy odebrałam przesyłkę z napisem Nie otwieraj, jeśli nie jesteś gotowa. W środku była legitymacja agenta, pusty notatnik, rękawiczki ogrodowe i plik dokumentów zatytułowany Operacja: LIŚĆ. Tak właśnie zaczęła się moja kilkuletnia przygoda jako tajna agentka TOOK.
Z początku myślałam, że chodzi o jakieś akcje edukacyjne albo sadzenie kaktusów. NIE. Okazało się, że zostałam wrzucona w sam środek wojny, cichego, zielonego konfliktu, który toczył się od lat poza wzrokiem zwykłych ludzi, a naszym największym przeciwnikiem były paprocie
Paprocie to zimne, wyrachowane rośliny inwazyjne. Wiedzą, czego chcą i potrafią to osiągnąć, rozrastając się po kątach okazując swoją dominację. Moja pierwsza misja – Operacja: LIŚĆ miała na celu rozpracowanie siatki paproci działającej na południu Puerto Rico (tzw. Zielony Trójkąt). Miejsce, gdzie liście szeleszczą nawet wtedy, gdy nie ma wiatru.
Działałam pod przykrywką. Najpierw jako ogrodniczka w luksusowym hotelu, później jako terapeutka roślin domowych. Musiałam zdobyć zaufanie lokalnych paproci. Jedna z nich o pseudonimie Don Paprocio, przez trzy tygodnie prowadziła ze mną psychologiczną grę pod tytułem Czy jesteś godna, aby mnie podlewać? Inna – Photosynthesizer – próbował zwerbować mnie na ich stronę, oferując mi dostęp do tajnych danych fotosyntezy.
Działałam szybko i ostrożnie, pozostając lojalna TOOK. Ostatecznie, przy pomocy podręcznej konewki dla dzieci, bluszczu szpiegowskiego i węża ogrodowego, udało mi się rozbić strukturę lokalnej siatki paproci. Część z nich przesadzono, inne objęto nadzorem doniczkowym. Puerto Rico nareszcie było wolne.
Lecz jednak walka jeszcze się nie skończyła. TOOK wiedziało, że to dopiero początek. paprocie zaczęły zmieniać taktykę, przenosząc się do mieszkań, biur, czy nawet kawiarni. One również prowadziły swoją działalność pod przykrywką. Wtedy zrozumiałam, że moja misja będzie się kontynuować. Gdziekolwiek ktoś wstawi paproć do wnętrza bez pytania innych roślin o zgodę – TOOK tam będzie.
